wtorek, 1 stycznia 2019

CO TO JEST BLOCKBUSTER OD ESTEE LAUDER I CZY WARTO GO KUPIĆ?

Estee Lauder co roku przed Świętami Bożego Narodzenia wypuszcza swoją "walizkę z kosmetykami". Co roku niektóre kosmetyki się powtarzają (np. tusz, serum, płyn do demakijażu), natomiast inne, mimo że podobne, to jednak się od siebie różnią - tak jest np. z paletami cieni czy szminkami. Co roku też inna jest sama walizeczka - tegoroczna jest głębsza i bardziej kwadratowa od zeszłorocznej. Niestety - jeśli ktoś chciałby kupić zestaw Blockbuster, by wręczyć poszczególne przedmioty jako prezent, to od razu uprzedzę, że większość produktów ma napisy "not for individual sale" oraz nie są one zapakowane w oddzielne kartoniki. Warto też wspomnieć, że pomadki i palety nie są jakościowo tym samym, co produkty sprzedawane pojedynczo w perfumerii - mimo że są pełnowymiarowe. 

Czy jednak opłaca się kupić Blockbuster? Zdecydowanie tak! Ceny regularne tego produktu są różne: na stronie Estee Lauder w tym roku było to 449 zł, w zeszłym roku 499 zł (w Douglas podobnie choć można było kupić z 20-procentowym rabatem). Ja swoje dwa dotychczasowe zestawy kupiłam w cenach: 319 zł (ponieważ w tym roku w Czarny Piątek było 30% zniżki na wszystkie produkty), a w zeszłym roku za 399 zł (też w jakiejś promocji). Widać więc, że w cenie serum Advanced Night Repair dostajemy 11 różnych markowych produktów. Myślę, że bardziej się to opłaca niż jakikolwiek kalendarz adwentowy z kosmetykami.





poniedziałek, 26 listopada 2018

POMYSŁY NA PREZENTY DLA PRZYJACIÓŁEK - NA MIKOŁAJKI LUB ŚWIĘTA

Zawsze zależy mi na tym, by szczególnie bliskie sercu koleżanki obdarować czyś wyjątkowym. Może być to drobiazg, ale taki, który pokaże, że mi na nich zależy. Uważam, że coś, co zostanie po nas "na zawsze" to jakiś element biżuteryjny. W tym roku do tych kilku sreberek postanowiłam dorzucić po tuszu do rzęs - tym bardziej, że Sephora ma świetne zestawy w cenach klasycznej maskary. Tej najbliższej wręczę jej ukochane perfumy, bo widziałam, że kończy swoją buteleczkę. A co Wy kupiłyście koleżankom na Mikołajki lub na Święta?







piątek, 16 listopada 2018

PERFUMY GIVENCHY L'INTERDIT EDP - MOJA OPINIA

 Dziś kilka słów o nowości, która pojawiła się w naszych perfumeriach - kolejnej odsłonie zapachu L'interdit od Givenchy. Sprzedawczyni w perfumerii Douglas pięknie opowiedziała historię, która stoi za tym zapachem...i kupiłam pod wpływem impulsu. Gdy zaczęłam głębiej dociekać i czytać, historia ta nie wydawała mi się już tak piękna. Jednak samego zakupu nie żałuję. 

Najpierw o samym zapachu. Jest zbudowany na zasadzie ogromnego kontrastu. Na wejściu niemal każdy czuje słodkie i wyraziste poziomki - cudowne wręcz, choć wcale nie ma ich w składzie! A po chwili owoce te znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i zapach zaczyna przechodzić w dużo bardziej wytrwany i dojrzały. Powoli wyłania się kwiat pomarańczy, tuberoza, jaśmin, a na samym końcu  wg mnie zostają: mieszanka karmelu, paczuli oraz wetywerii. Na pewno jest to zapach na jesień i zimę, ponieważ wykończenie jest dość ciężkie. Mimo że nie jest to typowy dusiciel, to jest dość wytrwany, stonowany, a nawet w końcówce męski. Na pewno można też o nim powiedzieć, że jest otulający, wyrafinowany i elegancki. Zwraca na siebie uwagę i jest dość wyjątkowy. 

Zarówno na ubraniach, jak i na skórze utrzymuje się długo. Co dziwne, na wstążeczce zapachowej, którą przygotowała mi pani w Douglasie zapach wyczuwalny jest już ponad tydzień. Ma też dużą projekcję - wyczuwalny jest na kilka metrów, choć nie jest agresywny, gdy zaaplikujemy rozsądną ilość.  

To, co sprawia mi największą przyjemność, to buteleczka. Mimo że szklana, to wydaje się, że jest wręcz miękka. Cudownie leży w dłoni, jest pięknie wykończona i wykonana z dbałością o każdy szczegół. Przy otwieraniu zaskoczyło mnie czerwone wnętrze kartonika, ponieważ czerwień nie pasuje ani do samego zapachu, ani do kampanii reklamowej, jednak widzę tu analogię do zaskakującej poziomki w pierwszym zetknięciu z tą kompozycją. 










A propos historii, która stoi za tym zapachem... perfumy zostały stworzone w 1957 dla Audrey Hepburn i doczekały się na przestrzeni lat wielu reinterpretacji. A oto, czego dowiedziałam się w perfumerii, choć nie wiem, czy nie jest to historia lekko ubarwiona: Hubert de Givenchy był zakochany w pięknej gwieździe kina angielskiego i stworzył dla niej perfumy, które nigdy miały nie ujrzeć światła dziennego dla mas. Sama nazwa bardzo koresponduje z tą "tajemnicą", bowiem L'intedit oznacza "zabronione, zakazane", a w wolnym tłumaczeniu "tylko dla Ciebie". Hubert nazywany był wielkim przyjacielem aktorki, jednak nie brakuje głosów twierdzących, że łączyło ich coś więcej. Wielu osobom zależało na tym, by perfumy te "opublikować". Zgoda została wydana z takim jednak zastrzeżeniem, że nie może być to oryginał stworzony dla Audrey, tylko kompozycja zbliżona, ze zmienionymi niektórymi składnikami. Do dziś jednak oficjalnie nie wiadomo, które to składniki zostały zmienione. 

czwartek, 15 listopada 2018

Jak zwiedzać Grecję? Krótka podróż do Aten i na Santorini

Mając zamiar zwiedzić którąkolwiek z greckich wysp, najprawdopodobniej najpierw znajdziecie się w Atenach (chyba że lecicie na wakacje z biurem podróży - wtedy samolot charterowy zabierze Was od razu na miejsce przeznaczenia, a bus dowiezie pod sam hotel). Jeśli jednak drzemie w Was ten podróżniczy bakcyl, to warto wybrać się na zwiedzanie Grecji, które sami sobie zorganizujecie. Bilety poza sezonem wakacyjnym, kupowane z kilkutygodniowym wyprzedzeniem, są naprawdę tanie (ok 200-600 zł w obie strony), a komunikacja lotnicza między kontynentem a wyspami jest jeszcze tańsza. Pierwszą dobę po przylocie spędziłam w hotelu Sofitel na lotnisku (fantastyczny!), a następną w jakimś małym, przytulnym hotelu położonym w dzielnicy willowej nad samym morzem(niestety nazwa na hotelu była jedynie w języku greckim, więc nawet nie mam jak jej wyszukać).
Głównym miejscem mojej wyprawy była wyspa Santorini, jednak stolicy odpuszczać też nie chciałam. Na zwiedzanie Aten wystarczyły tylko dwa dni - oczywiście pozostał pewien niedosyt, ale zawsze chciałam zobaczyć tę ziemię, po której stąpali Sokrates, Platon czy Epikur.
Zdjęcia w większości mówią same za siebie, nadmienię tylko, że niestety w kilku kluczowych momentach padła mi bateria i zabraknie tu fotek np. z Akropolu. Zapraszam więc do krótkiego zwiedzania Grecji...



Widok z tarasu hotelu w Atenach - duże pokoje, jako goście sami Grecy, pięknie położony...

W tym hotelu też odkryłam, jakie cudne zdjęcia wychodzą, gdy zewnątrz, przy zamkniętym oknie, robi się zdjęcia lustra, które znajduje się w pokoju!

Sam hotel i okoliczny bulwar nadmorski...


A co na samym Santorini? Zaczęłam od tamtejszych muzeów i uważam, że naprawdę warto!


Potem koniecznie trzeba rozejrzeć się po samej wyspie, na której najważniejszymi ośrodkami są dwa miasta - Fira oraz Oia. Niektóre widoki zapierają dech w piersiach, inne kojarzą się z pocztówkami, ale nie brak też zaskakująco zaniedbanych miejsc...


Bardzo spodobały mi się wejścia do banków czy tutejszych kawiarni i małych hoteli w formie bramy





Tak wyglądają knajpki, restauracje i tarasy widokowe:

Na Santorini wszędzie można obcować ze sztuką. Począwszy od licznych galerii i muzeów, po uliczne wystawy i sklepiki z lokalnym rękodziełem, aż po przypadkowe miejsca, w których piękne rzeźby stoją obok ulicznych pachołków...




A samym Grekom Santorini najbardziej kojarzy się z osiołkami oraz czarną plażą (tu piasek naprawdę jest czarny!)


Na pewno warto spróbować tu lokalnej kuchni - przede wszystkim owoców morza, które naprawdę kilka godzin wcześniej zostały wyjęte z morza oraz lokalnego deseru - gęstego jogurtu z bakaliami lub owocami i miodem o lekko anyżkowym smaku.

CO TO JEST BLOCKBUSTER OD ESTEE LAUDER I CZY WARTO GO KUPIĆ?

Estee Lauder co roku przed Świętami Bożego Narodzenia wypuszcza swoją "walizkę z kosmetykami". Co roku niektóre kosmetyki się pow...